pragnę kogoś, z kim mogłabym pójść dalej przez życie. kogoś, kto pokochałby mnie i mojego synka. jaś skończył dwa latka, zaczynają się pytania.. gdzie pojechała moja tata? gdzie jest moja tata? ..pyta jaś, siedząc po szyję w kąpieli, pyta znienacka i nawet nie odrywając oczu od rybki, która właśnie połyka plastikowego robaczka. marzę o rodzinie, o domu, o gotowaniu obiadów i robieniu kanapek.. o kimś, komu mozna zaufać. taki banał. i tak bardzo banalnie się czuję z tym całym cierpieniem i z wyrzutami sumienia..
mój były mąż znów stracił pracę. wczoraj pisał do mnie sms'y. że przeprasza, że ma trochę honoru, ale naprawdę już nie ma kogo poprosić. chciał pożyczyć sto złotych i dać mi w zastaw telefon. spotkałam się z nim po pracy. kupiłam mu papierosy i dałam stówę, żadnego telefonu nie wzięłam.. długa historia. przykra. nie wiem jak mam to opowiedzieć i od czego zacząć..
bardzo cierpię z jego powodu. wyobrażam sobie jak straszliwie jest samotny. na pewno o dwa nieba bardziej niż ja.... nie wiem jak mu pomóc.
nie powinnam narzekać.
jeszcze nie doszłam do siebie po śmierci małego bartusia z wałbrzycha.
niektórzy mają piękne marzenia, związane - na przykład - ze swoimi, dopiero co narodzonymi dziećmi, a za chwilę muszą umierać..
niektórzy cierpią upokorzenia i ból zanim jeszcze cokolwiek zrozumieją.
wiem.
moje życie to bajka.
nie powinnam narzekać. powinnam być wdzięczna. tak naprawdę, jestem. bardzo.
nie jest optymistycznie.
czeka mnie rozwód.
mój prawie były mąż nie pozwala mi spokojnie żyć, stale się o niego martwię, odchodzę od zmysłów czasem.. mam także masę wyrzutów sumienia i płaczę częściej niż kiedyś.
mój synek jest sto kilometrów stąd, nie widziałam go już ponad tydzień.. bardzo tęsknię :((((
sesja idzie jak po grudzie, w dodatku wczoraj pokłóciłam się z jednym profesorem i ostentacyjnie wyszłam z jego zajęć. nie wiem co to będzie.
w pracy mnie wkurwiają.
ojcec z matką kłócą się jak szczeniaki.
na nic nie mam czasu.
do bani.
do bani jest, naprawdę :(((
po łebkach do dawniejszego mojego żywota..
życie jest fascynujące dzięki tej swojej nieprzewidywalności, nieobliczalności. i dzięki kalejdoskopowi.
tak bardzo warto żyć..
jak to nigdy nie wiadomo, czy właśnie za następnym rogiem nie czai się szczęście, w stroju pluszowego misia.
oj, jak cholernie nie warto rezygnować.
przenigdy.
nie mam już żadnych wątpliwości. jak najszybciej chcę mieć drugie dziecko. jacuszek w styczniu skończy rok, byłabym szczęśliwa, gdyby test znów pokazał mi dwie kreski.. poprzednim razem było nieco inaczej..
jacuń i ta druga malizna na pewno bardzo by się kochali. wiem.
w październiku zaczęłam nowe studia. ale zaliczę (albo i nie, bo jac daje mi fajrant dopiero ok. 20, kiedy idzie spać) pierwszy rok i zrobię sobie małą przerwę. studia nie uciekną. chrzanię to. chcę być podwójną mamą, jak bardzo tego zapragnęłam, boże!!
moja matka by mnie chyba zabiła.
a może wcale nie, może niesprawiedliwie ją oceniam?..
..już od bardzo dawna, kiedy nie mam tego koszmarnego, obezwładniającego wrażenia, że czas przecieka mi przez palce i że z niczym się nie wyrabiam i że wszystkie moje plany na pewno wezmą w łeb, bo na nic nie mam czasu ani siły ani nawet już chęci..
pierwszy taki dzień od dawna, kiedy od rana czuję niezwykły power, mimo że młody co chwilę budził się z miauczeniem do cyca, albowiem ktoś gdzieś w okolicy caluteńką noc do rana napierdzielał jakąś maszyną, nie wiem - drukarnią, maglem, manufakturą amfetaminy, huk z tym, ale bardziej niż zawsze nie wyspaliśmy się z młodym, bo przestało napierdzielać dopiero o szóstej rano, kiedy mój młodzieniec juz na dobre wstał w łóżeczku na obie nogi i zaczął swoje bezlitosne:"da da da da ma ma ma!", czyli coś, mniej więcej, jak :"mamo, rusz tyłek, już nie będę spał!" ;)
kocham moje upierdliwe dzieciątko! kocham moje życie! kocham mój, jak dla mnie, kontrowersyjny i pełen sprzecznych, ale za to cudownie intensywnych emocji skrawek świata! wiem, że wszystko będzie dobrze :)) ja to wiem!!!